Czy po wspólnie spędzonych latach, posiadając dzieci, psa i domek z ogródkiem wypada się rozstać? To pierwszy dylemat przyszłego rozwodnika. Nadal w nas pokutuje przekonanie, żeby trwać w związku mimo, iż z praktycznego punktu widzenia małżonków łączy tylko (i aż) wspólne potomstwo i majątek (często obciążony hipoteką). Warto jednak zwrócić uwagę, że małżeństwo to związek dwojga dorosłych ludzi, którzy z miłości postanowili założyć rodzinę, zobowiązali się dbać o siebie nawzajem, pozostać wiernym. Gdy jednak coś się w związku psuje i nie da się tego naprawić to warto zastanowić się nad rozstaniem. Szczególnie jeśli ustały więzi uczuciowe. Przed podjęciem tak kategorycznego kroku należy jednak zrobić sobie rachunek sumienia i odpowiedzieć na kilka (przykładowo wymienionych poniżej) pytań:

– czy nadal kocham małżonka? czy jestem z małżonkiem z przyzwyczajenia?

– czy moje zastrzeżenia do tego jak funkcjonuje małżeństwo są rzeczywiste? a jeśli tak to czy mam realny wpływ na polepszenie/ uleczenie mojej relacji?

– czy małżonek jest zainteresowany podjęciem realnych działań w celu polepszenia/ uleczenia relacji?

Powyższe „hasła” mogą na pozór wydawać się okrutne i przede wszystkim trudne. Niemniej jednak zgodnie z art. 56 par. 1 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego z pozwem o rozwód można wystąpić wówczas jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia. „Zupełny” tj. taki, w którym małżonków nie łączą więzi uczuciowa, gospodarcza i fizyczna. Natomiast „trwały” odnosi się do ustalenia czy możliwa jest reaktywacja relacji oraz czy rozpad więzi jest permanentny.

Nigdy w zasadzie nie ma dobrego momentu na rozstanie, ale jak przypomniał Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z dnia 5 października 2004 r. (sygn. akt: I ACa 683/04) „Nie godzi w zasady współżycia społecznego orzeczenie rozwodu dlatego, że strony są osobami w podeszłym wieku. Żądając rozwodu, powód nie krzywdzi pozwanej, a czyni jedynie uprawnienie z prawa wniesienia sprawy rozwodowej.”